Otwieram oczy, przecieram je dłońmi a pierwsze co widzę to światło. Przez wielkie okno na środku salonu wlewają się promienie słońca i padają prosto na moją twarz. Teraz dopiero widzę gdzie jestem. W salonie.
Tak bardzo denerwowałem się dożynkami, że usnąłem tutaj. Właśnie, dożynki.
Energicznie przerzucam koc przez nogi a on leci na podłogę. Wstaję i idę w stronę mojego pokoju. Kroki staram się stawiać lekko, delikatnie. Podchodzę do schodów, następnie kieruję się na górę i do mojego pokoju. Łapię za klamkę i lekko ją naciskam. Drzwi otwierają się i wchodzę do środka. Na początku nic nie widzę ale z czasem moje oczy przyzwyczajają się do ciemności. Omijam łóżko, biurko i staję przy oknie. Powoli podnoszę roletę. Natychmiast wlewa się smuga światła i zalewa cały pokój. Strażnicy dalej budują Nową Wioskę. Z niechęcią przyznaję, ze jest o wiele większa od tej. W oddali widać morze, góry, wydmy. Taki widok to rzadkość. Powoli odwracam się od okna i zatrzymuję wzrok na szafie. Czas już się ubierać.
Łapię za klamkę, otwieram ją powoli. Ubrania są poukładane równo na półkach a niektóre wiszą na wieszakach. Jeden strój jest wyjątkowy. Czarna koszula, niebieska marynarka, szare eleganckie spodnie. dożynkowy strój ojca.
Mija piętnaście minut i siedzę w kuchni. Ubrany, uczesany i przygotowany. Cały strój pasuje idealnie, jakby mój ojciec wiedział, że się jeszcze przyda. To przykre. Nie mija dużo czasu aż moja mama schodzi z góry. Jest ubrana w czerwoną sukienkę, ładną i prostą. Prostuję się kiedy podchodzi.
- Jesteś już gotowy ? Mamy piętnaście minut. - Odzywa się bez wyrazu.
- Możemy wychodzić. - Odpowiadam łagodnym tonem.
Zmierzam w stronę drzwi ale ona łapię mnie za ramie i zatrzymuje.
- Czekaj. Weź to - Wyciąga w moją stronę dłoń z ze złota bransoletą. - Twój ojciec miał ją na ostatnich Igrzyskach.
- Dziękuję. - Biorę przedmiot z jej rąk.
- Będzie cię chronił przed wylosowaniem. Mam taką nadzieję.
- Ja też. - Uśmiecham się mocno i przytulam ją. Chciałbym zatrzymać tę chwilę na dłużej.
W mniej niż dziesięć minut dochodzimy do placu. Strażnicy stoją w rzędach i pilnują porządku. Na głównej tablicy wyświetlone są nazwiska osób, które mają wziąć udział w losowaniu. Tych osób jest czternaście. W tym ja, i moja matka.
Strażnicy Pokoju wskazują nam sektor, na który mamy przejść. Przed wejściem jeden Strażnik czeka z listą i sprawdza czy wszyscy dotarli na miejsce. Kontem oka patrzę na mamę i widzę w jej oczach rozpacz, żal to tego miejsca.
jak się okazuje dotarliśmy na miejsce ostatni i można zaczynać. Na podium wchodzi śmiesznie ubrana kobieta. Nazywa się Lea Blee jeśli się nie mylę. Zaczyna się mowa. Jej Kapitoliński akcent mnie dobija. Nie można normalnie ? Nawija o tym, że Kapitol zawsze zwycięży nad Dystryktami, że Głodowe Igrzyska są przywilejem, że powinniśmy być wdzięczni im za to co robią. To jakiś absurd.
Teraz nadchodzi ten moment, na który nie czeka nikt. Losowanie trybutów. Serce podchodzi mi do gardła a ręce latają jak szalone. Z nerwów próbuję wycierać je o spodnie. W pierwszej kolejności są kobiety.
Lea zbliża się do kuli z karteczkami żeńskich nazwisk i wyciąga jedną z nich. Ściskam mamę mocną za rękę. Chyba nawet za mocno wiec lekko puszczam. " Nie ona. Nie ona. Nie drugi raz. " Tylko te słowa krążą w mojej głowie. Lea staje przy mikrofonie i powoli otwiera karteczkę.
- Michelle Lankers. - Piskliwy głos rozbrzmiewa w uszach. Pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy to, że nie jest to moja mama. Druga, że wylosowana kobieta ma 40 lat. To niesprawiedliwe, że ludzi w tym wieku muszą jechać na Igrzyska. Strażnicy prowadzą ją na scenę i odrywają z uścisku z męża. Przykro jest mi patrzeć na nią kiedy łzy ciekną jej po policzkach.
Teraz czas na chłopaków. Serce bije coraz mocniej kiedy Lea podchodzi do drugiej puli. Niemal słyszę jego bicie w uszach. Kobieta powoli wyciąga karteczkę z nazwiskiem trybuta. Podchodzi do mikrofonu i wyczytuje jej zawartość. Nogi się pode mną załamują kiedy słyszę swoje nazwisko. Wszyscy spoglądają na mnie. ja ma tylko piętnaście lat. To za wcześnie aby jechać na Igrzyska. Rozpacz wzbiera się we mnie i mam ochotę wybuchnąć aby się jej pozbyć. Łapię mamę za rękę jak małe dziecko, które nie wie co robić. Tak właśnie się czuję. Zagubiony, zostawiony przez los.
Dwóch Strażników prowadzi mnie do sceny. Staję na środku wpatruje się w ludzi stojących przede mną. Znali mojego ojca i wiedzą kim jestem.
Lea każe podać nam podać sobie ręce po czym prowadzi nas do pałacu Sprawiedliwości. Chwila, coś mi tu nie gra.
- Co z mentorami ? Kto będzie naszym mentorem ? - Pytam.
- To właśnie ta różnica co do innych Igrzysk. W tym roku będziecie musieli radzić sobie sami. - Kobieta odpowiada natychmiastowo.
- Co to znaczy ? - Nie dowierzam jej słowom.
- Że w tym roku nie będziecie mieli mentorów. - Odpowiada i ciągnie nas dalej.
Teraz na prawdę jest mi źle. Jestem pewny, ze nie wygram tych Igrzysk. Nie bez pomocy sponsorów.
A jednak go wylosowali :o
OdpowiedzUsuńWeny
A jak inaczej ? xd
UsuńDzięki i nawzajem. C:
Świetnie ci wyszło i weny życze ;D
OdpowiedzUsuńDziękuję. Staram się pisać jak najlepiej ;]
UsuńHello Tobi! Nie zawiodłeś mnie tym rozdziałem, ale doszukałam się kilku błędów. Nie myśl, że się czepiam, ale chcę Ci tylko pomóc. Talent jest jak diament i trzeba go szlifować.
OdpowiedzUsuńWróćmy do błędów...
Przecinki! Przecinki! Przecinki! Tą małą kreseczką można wiele zdziałać. Zazwyczaj stawiamy ją, gdy łączymy zdania pojedyncze, np. Kasia maluje, Wojtek pisze, a ja czytam; lub wtedy, kiedy coś wymieniamy, np. Głównymi bohaterami "Igrzysk Śmierci" byli: Katniss, Peeta i Gale. Tą zasadę znasz, ale musisz wiedzieć jako początkujący pisarz, że przecinki stawiamy również przed wyrazami takimi, jak "że", "a", "ponieważ", "bo", "który", "co", "gdzie", "gdy" itp.
Znalazłam jeden błąd ortograficzny. Pisownię tego wyrazu powinieneś znać nie tylko z lekcji języka polskiego, ale i z matematyki. "Kont", mój drogi, nigdy nie istniał, a jeśli nawet to o tym nie wiem, znam tylko "kąt". (Swoją drogą, Polska pisownia jest dość trudna ;p)
"Ręce latały mi jak szalone." Czy ręce mogą latać?
To chyba tyle z mojej strony. Nie jestem jakimś Ekspertem Od Spraw Błędów (wręcz przeciwnie), ale staram się tylko pomóc.
Minusy wymienione... Czas na plusy ;)
Baaaaaaardzo mi się podoba Twój pomysł na opowiadanie. Syn Finnick'a! Jejku! Jako dziewczyna wyczuwam w nim "ciacho". ;d Mam nadzieję, że dobrze poradzi sobie w igrzyskach i czekam na Twoje opisy walki. Ten ostatni bardzo mi się podobał.
Rozdział jest ciekawy i czekam na następny!
A tymczasem zapraszam do mnie na rozdział osiemnasty http://tamgdzieniemajuznic.blogspot.com/
Jeśli masz czas i chęć to wpadnij i wyraź swoją opinię. ;>
Znów się rozpisałam. ;/ Przepraszam za tą chaotyczną notkę, ale tak jakoś się rozpisałam. Mam nadzieję, że Cię nie zamęczyłam ;D
Pozdrawiam i życzę weny,
Corlette ;]
Dziękuje C: Staram się pisać jak najlepiej i popełniać jak najmniej błędów. ;]
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńdzięki.
UsuńGenialne pisz dalej bo nie mogę doczekać się 4. Rozdziału ;DDD
OdpowiedzUsuńWłaśnie zaczynam pisać kolejny rozdział. :]
UsuńBrawo ! jak zawsze mnie zachwycasz. Na prawdę świetnie piszesz i aż chce się czytać twojego bloga ;D Życzę weny i oby tak dalej. ;]
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję. : D
Usuńługo czekałąm, ale się opłacało! Naprawdę świetnie się czyta :) Czekam z niecierpliwością na następny :)
OdpowiedzUsuń~Kam
dzięki ; D Właśnie zaczynam pisać kolejny rozdział.
Usuń