Nie mija minuta a drzwi ze skrzypem się otwierają i staje w nich moja matka. Jej oczy są pełne łez, tak samo jak moje. Podbiegam i mocno ją ściskam. Chociaż przez tę krótką chwilę chcę zapomnieć o rzeczywistości, okrutnej i chłodnej. Chcę pozbierać myśli w jedną całość i nie myśleć o tym co ma się stać. Nie umiem.
- Proszę. Postaraj się wygrać. - Mówi mama. - Tak jak zrobił to twój ojciec. Wiem, że zdołasz.
- On był na zwykłych igrzyskach. Te są inne. - Odpowiadam jej a oczy mam całkiem zaszklone.
- Ja wieżę. - Głaszcze mnie delikatnie po twarzy.
W tym momencie do pokoju wchodzi ktoś inny. nie wysoka chociaż wyższa ode mnie dziewczyna. Czarne włosy za ramiona ma ułożone na bok. Usta blade i zaciśnięte. Odzywa się nieśmiało :
- Wiem, że mnie nie znasz ale chciałam się z tobą pożegnać. Dobrze znam twojego ojca.
- Skąd go znasz ? - Chcę wiedzieć i podchodzę do niej.
- Kiedy byłam naprawdę mała mieszkałam niedaleko jego rodzinnego domu. Kilka lat po tym jak wrócił ze swoich Igrzysk pomógł mi i mojej mamie. Głodowaliśmy a on dał nam jedzenie.
- Gdzie jest twoja mama ? - Moja ciekawość nie ma granic.
- Nie żyje już od kilku lat. Mieszkam z babcią. - Dziewczyna ma wzrok utkwiony w podłogę.
- Tak mi przykro. - Nie wiem co powiedzieć. Szkoda mi jej.
A teraz dzieje się coś czego naprawdę się nie spodziewałem.
- Alness ? - Moja mama chwyta ją w objęcia - To naprawdę ty ?
- A ty skąd ją znasz ? - Nic z tego nie rozumiem - Mamo, skąd ją znasz ?
W tym momencie do pokoju wpadają Strażnicy.
- Koniec czasu. Zbierać się. - Mówią chórem.
- Nie ! Chcę wiedzieć o co chodzi ! - Zaczynam krzyczeć.
Mama podbiega do mnie i łapie mnie za ręce.
- Powodzenia. Wygraj to. - Mówi pośpieszne ale Strażnicy łapią ją i wywlekają z Pokoju. Nasze ręce rozłączają się. Z dziewczyną robią tak samo.
- Mamo nie ! Kto to jest ? Muszę widzieć . - Krzyczę za nimi ale drzwi się zamykają i zostaję całkiem sam.
Opadam na ziemię i zakrywam twarz dłońmi. Dlaczego ja ? To naprawdę musiałem być ja ? Przecież ja tego nie wygram. Nie wrócę. Będę służyć jako pociecha dla Kapitolu tak jak każdy inny zabity trybut.
W końcu czyjeś ręce wywlekają mnie z pokoju a kiedy jestem w korytarzu dopiero otwieram oczy i wstaję. Wycieram ręce o spodnie i idę w kierunku wyjścia. Dochodzą do mnie Lea i Michelle. Moje oczy są nadal zaszklone bo nie potrafię opanować emocji. To wszystko mnie przytłacza.
Bez słowa dochodzimy do wyjścia i wsiadamy do auta, które zawiezie nas na peron. Nie jest duże bo tylko trzy osobowe. Furgonetka rusza a Lea zaczyna mówić o tym, ze w Kapitolu jest cudownie i nie mamy się czym przejmować bo jedziemy w piękne miejsca. To absurd bo jedziemy tam po to aby się pozabijać.
- Dlaczego nie mamy mentorów ? - Pytam bo ta myśl mnie nurtuje.
- W zasadzie to nie wiem ale mogę powiedzieć tyle, że to nie jedyna zmiana zasad. Jeszcze dużo was czeka.
- Możemy wiedzieć co ? - Pytam .
- Wszystko w swoim czasie - Kobieta odpowiada z entuzjazmem. Mam wrażenie, że coś okrywają przed trybutami ale odrzucam tą myśl.
Dojeżdżamy do peronu i kierowca daje znak, ze mamy wysiadać. Kiedy otwieram drzwi powiew wiatru niemal zwala mnie z nóg. Dziwne. W drugiej części 4 dystryktu prawie nigdy nie wieje.
Pociąg do Kapitolu już czeka, więc zmierzamy w jego kierunku. Kiedy wchodzę, obracam się aby zobaczyć ten dystrykt prawdopodobnie ostatni raz.
- Wiem, że mnie nie znasz ale chciałam się z tobą pożegnać. Dobrze znam twojego ojca.
- Skąd go znasz ? - Chcę wiedzieć i podchodzę do niej.
- Kiedy byłam naprawdę mała mieszkałam niedaleko jego rodzinnego domu. Kilka lat po tym jak wrócił ze swoich Igrzysk pomógł mi i mojej mamie. Głodowaliśmy a on dał nam jedzenie.
- Gdzie jest twoja mama ? - Moja ciekawość nie ma granic.
- Nie żyje już od kilku lat. Mieszkam z babcią. - Dziewczyna ma wzrok utkwiony w podłogę.
- Tak mi przykro. - Nie wiem co powiedzieć. Szkoda mi jej.
A teraz dzieje się coś czego naprawdę się nie spodziewałem.
- Alness ? - Moja mama chwyta ją w objęcia - To naprawdę ty ?
- A ty skąd ją znasz ? - Nic z tego nie rozumiem - Mamo, skąd ją znasz ?
W tym momencie do pokoju wpadają Strażnicy.
- Koniec czasu. Zbierać się. - Mówią chórem.
- Nie ! Chcę wiedzieć o co chodzi ! - Zaczynam krzyczeć.
Mama podbiega do mnie i łapie mnie za ręce.
- Powodzenia. Wygraj to. - Mówi pośpieszne ale Strażnicy łapią ją i wywlekają z Pokoju. Nasze ręce rozłączają się. Z dziewczyną robią tak samo.
- Mamo nie ! Kto to jest ? Muszę widzieć . - Krzyczę za nimi ale drzwi się zamykają i zostaję całkiem sam.
Opadam na ziemię i zakrywam twarz dłońmi. Dlaczego ja ? To naprawdę musiałem być ja ? Przecież ja tego nie wygram. Nie wrócę. Będę służyć jako pociecha dla Kapitolu tak jak każdy inny zabity trybut.
W końcu czyjeś ręce wywlekają mnie z pokoju a kiedy jestem w korytarzu dopiero otwieram oczy i wstaję. Wycieram ręce o spodnie i idę w kierunku wyjścia. Dochodzą do mnie Lea i Michelle. Moje oczy są nadal zaszklone bo nie potrafię opanować emocji. To wszystko mnie przytłacza.
Bez słowa dochodzimy do wyjścia i wsiadamy do auta, które zawiezie nas na peron. Nie jest duże bo tylko trzy osobowe. Furgonetka rusza a Lea zaczyna mówić o tym, ze w Kapitolu jest cudownie i nie mamy się czym przejmować bo jedziemy w piękne miejsca. To absurd bo jedziemy tam po to aby się pozabijać.
- Dlaczego nie mamy mentorów ? - Pytam bo ta myśl mnie nurtuje.
- W zasadzie to nie wiem ale mogę powiedzieć tyle, że to nie jedyna zmiana zasad. Jeszcze dużo was czeka.
- Możemy wiedzieć co ? - Pytam .
- Wszystko w swoim czasie - Kobieta odpowiada z entuzjazmem. Mam wrażenie, że coś okrywają przed trybutami ale odrzucam tą myśl.
Dojeżdżamy do peronu i kierowca daje znak, ze mamy wysiadać. Kiedy otwieram drzwi powiew wiatru niemal zwala mnie z nóg. Dziwne. W drugiej części 4 dystryktu prawie nigdy nie wieje.
Pociąg do Kapitolu już czeka, więc zmierzamy w jego kierunku. Kiedy wchodzę, obracam się aby zobaczyć ten dystrykt prawdopodobnie ostatni raz.