Budzę się z krzykiem. Powoli dochodzi do mnie, że wszystko jest w porządku. Zwijam się z łóżka i siadam na ziemi, chociaż i tak od razu wstaję. Zmuszam się żeby pójść pod prysznic i umyć zęby. Po porannej toalecie przebieram się w swoje dożynkowe ubrania i wychodzę z pokoju. Za niedługo powinniśmy być już w Kapitolu. Powoli wlokę się do wagonu jadalnego a kiedy dochodzę jest tam tylko Lea. Siedzi na pozłacanej pufie z obtarciami po jednej stronie. Kobieta poprawia makijaż a na mój widok macha entuzjastycznie.
Nie mam ochoty na jakąkolwiek rozmowę, więc siadam przy stole. Maczam łyżeczkę w szklance z herbatą i przypatruję się widokowi za oknem. Wielkie, zielone łąki zamieniły się teraz w większe, zalesione pagórki i wzgórza. Im są wyższe tym jesteśmy bliżej. Bliżej Kapitolu.
Kątem oka widzę Michelle, która siada przed wielkim telewizorem zawieszonym na ścianie.
- Oglądasz? - Spogląda na mnie.
Podnoszę głowę i dopiero teraz uświadamiam sobie, że mamy do obejrzenia dożynki w innych dystryktach. Odchodząc od stołu prawie rozlewam herbatę ale nie zwracam na to uwagi. Chwytam talerz z ciastkami i wskakuję na kanapę. Michelle bierze jedno, czekoladowe i włącza nagranie. Na ekranie pojawia się prezydent Snow, który życzy pomyślnych igrzyska a zaraz potem jego obraz rozpływa się i zastępuje go widok dystryktu pierwszego. Tablica z osobami powołanymi do dożynek nie jest obszerna. Na scenę wchodzi wysoki mężczyzna i nieznajoma kobieta o ciemnych włosach. Wyglądają na silnych i zdrowych. Typowi zawodowcy.
Dystrykt drugi. Młoda kobieta, którą potrafię rozpoznać, to Enobaria. Drugim trybutem jest wysoki szatyn o szarych oczach. Jego też pamiętam. Trybutem z dwójki jest Gale. Powoli ściskam ciastko w dłoniach a okruchy rozsypują się na podłodze. Nie wiem czemu to robię. Może dlatego, że to on prowadził rebeliantów i za to czeka go męczarnia na arenie? Przez chwilę powątpiewam w to, że jego karteczka została wylosowana z przypadku.
Trybuci z kolejnych dystryktów to zazwyczaj średniego wieku ludzie. Większości z nich nie pamiętam. Czuję ucisk kiedy oglądam scenę dożynek w czwórce. Zamykam oczy do czasu, kiedy się ona skończy. Rozpoznaję jeszcze kilka osób, chociażby Johannę Mason. Kiedy pojawia się widok dystryktu dwunastego. wiem, że każdy kto to oglądał bądź ogląda z niecierpliwością czeka na to, co się ma wydarzyć. Jak zawsze promienna Effie Trinket wyczytuję imię tegorocznej trybutki z owego dystryktu. Ściskam okruchy w dłoni jeszcze mocniej, kiedy słyszę imię Katniss Everdeen. Czuję jak łzy napływają mi do oczu. Nie będę teraz płakać ale i tak przecieram lekko oczy rękawem.
To będą jej trzecie Igrzyska. Patrzę jak podchodzą do niej strażnicy i prowadzą w stronę Pałacu Sprawiedliwości. I wtedy dzieje się to czego mógłbym się domyślić. Z tłumu wyłania się młoda dziewczyna i zgłasza się by zająć jej miejsce. Znam tą dziewczynę. To Firen Mellark, jej córka. Dziewczyna niepewnie staje na scenie a Effie losuje z kolejnego trybuta. Jak się okazuje, jest nim Balthar Mellark. Nie ma już nieszczęśliwych kochanków z dwunastego dystryktu. Teraz jest nieszczęśliwe rodzeństwo.
Kamery pokazują zrozpaczoną Katniss, która tkwi w ramionach Peety. Czy nie tego bała się najbardziej? Uczestnictwa swoich dzieci w Igrzyskach? Teraz mogę być pewny, że to wszystko zostało zaplanowane. Ich karteczki nie znalazły się przypadkowo w rękach Effie. Tak samo jak karteczka Gale'a i innych znienawidzonych przez Kapitol osób.
Dwunastka znika z ekranu i zastępuję ją dystrykt trzynasty. Nie wiedziałem, że trzynastka także będzie włączona do gry. W sumie to nic dziwnego, ponieważ została odbudowana i teraz należy do Panem. Kamery pokazują plac główny i Pałac Sprawiedliwości. Wszystko wygląda tak jak w innych dystryktach. Mieszkanka Kapitolu odczytuje imiona trybutów, strażnicy prowadzą ich na estradę a rodziny wybuchają płaczem. Nic nowego. Nie potrafię rozpoznać wylosowanych osób. Są w średnim wieku ale wyglądają na zdrowych i silnych.
Program dobiega końca i telewizor sam się wyłącza. Siedzimy przez chwilę w milczeniu i trawimy to co właśnie widzieliśmy. Myślę, że dla Michelle jest to większy szok, ponieważ zna ich lepiej i dłużej ode mnie. Lecz na jej twarzy nie widzę smutku ani nawet rozczarowania. Może nie chce tego pokazać, a może tak nie jest.
- Tu już tu! Jesteśmy na miejscu! - Słyszymy jak Lea wybucha z radości. - Ogromny i piękny jak zawsze.
Wstaję i podchodzę do okna. Dojechaliśmy do Kapitolu. Jednak to co Lea właśnie powiedziała zdaje się nie być prawdą. Kapitol nie wygląda tak samo jak przed rewolucją, ponieważ znaczna jego część nie została odbudowana do końca. Ponoć nawet Ośrodek Szkoleniowy dla trybutów został odbudowany na nowo.
Drzwi pociągu otwierają się, a Lea informuje nas, że mamy wychodzić, więc powoli zbliżam się ku drzwiom na spotkanie z fotoreporterami i Kapitolińskim tłumem. Jednak na stacji nie ma ani jednej żywej duszy oprócz nas i szofera, który siedzi za czarną limuzyną.
- Jak myślisz? O co tu chodzi? - Zwracam się do Michelle.
- To proste. - Odpowiada - Nikt nic nie wie o tych Igrzyskach. Z tego samego powodu nie mamy mentorów ani sponsorów. Wiedzą, że mieszkańcy Kapitolu nie byliby ucieszeni wiadomością o nich. Władze organizują je tylko po to, żeby się nas pozbyć.
poniedziałek, 30 grudnia 2013
niedziela, 1 grudnia 2013
Rozdział VI
23 komentarze:
Autor:
tobiaszek
Stoję jak wryty przed drzwiami, z których właśnie słychać jakieś głosy. W tym pociągu nie ma nikogo więcej oprócz nas trzech, więc kto tam jest ? I skąd ma klucz ? Z jednej strony chcę tam wejść. Mam wrażenie, że muszę to zrobić. A z drugiej strony boję się to zrobić. Nie ma pojęcia co tam zobaczę. Nie bez powodu Lea zamykała ten pokój przede mną. Jednak zanim odejdę decyduję się na choćby mały krok w stronę tego pokoju. Drzwi są lekko uchylone więc nie mam problemu z tym aby wsunąć się do środka. Pokój, w którym teraz się znajduję jest ogromny. Nie mam zielonego pojęcia po co im takie w pociągach do Kapitolu. Jednak nie to przykuwa moją uwagę. Teraz po prostu zamieram. Stoję przed wielkim panelem, na którym wyświetlona jest mapa areny. Nie wiem co to za arena. Prawdopodobnie nasza. Zastanawia mnie tylko co ona tutaj robi. Plan areny w pociągu ? To przecież bez sensu. Jednak bez względu na to, nie powinno mnie tu być. Lecz moja ciekawość bierze górę.
Podchodzę bliżej do panelu i przyglądam się mu wyraźniej. Nie oglądam bliżej areny, ponieważ moją uwagę przykuwa coś zupełnie innego. W prawym górnym rogu jest dziwna informacja. Rozumiem z tego tylko tyle, że to zasada jak wygrać igrzyska. Czyżby posunęli się do tego, że arena będzie wielką zagadką ? Pośpiesznie powiększam obraz w tym obszarze i czytam dalej. To wydaje mi się tak dziwne, że ledwo to rozumiem. Czytam dalej i teraz już wszystko jasne. Chcę już odchodzić lecz właśnie w tej chwili czyjaś ręka łapie mnie w pasie a druga zakrywa usta. Jakiś mężczyzna niesie mnie ale nie mam pojęcia gdzie. Przebieg kolejnych wydarzeń jest tak szybki, ze pamiętam tylko chustkę na oczach, ukłucie igły i głośne słowa mężczyzny "To nie dzieję się na prawdę !" , po czym tracę jakikolwiek kontakt z rzeczywistością.
Powoli otwieram oczy. Głowa mnie tak strasznie boli, że nie mogę wstać. Dopiero teraz uświadamiam sobie gdzie jestem. Leżę w swojej sypialni. Czyli to wszystko był tylko sen ? To wyglądało tak realistycznie. Aby się upewnić wyciągam rękę przed twarz. Ślad po ukłuciu na niej jest czyli jednak to było prawdą. Poza tym nie mam zielonego pojęcia jak się tu znalazłem. Ale mniejsza oto. Właśnie uświadamiam sobie, że nic nie pamiętam. Choćbym nie wiem jak bardzo próbował sobie przypomnieć, nie mogę. Pamiętam tylko tyle, że wszedłem do pomieszczenia i widziałem jakiś obraz, który przedstawiał arenę i rozwiązanie jakiejś zagadki. Nie wiem nawet jak ona wyglądała. Myślę, że to co mi wstrzyknęli musiało wykasować mi pamięć. A może to także namieszało mi w głowie i teraz wymyślam jakieś bzdury ?
Nie wiem co mam z tym zrobić, więc z bólem wstaję, prostuję się i wychodzę z pokoju. Na tyle ile pozwalają mi siły podążam do sypialni Michelle. Po drodze mijam drzwi z kosogłosem i tym razem są zamknięte.
Kiedy dochodzę do drzwi kobiety pukam najciszej jak mogę. Po chwili otwiera i uśmiecha się wyraźnie zaskoczona moją obecnością.
- Musimy porozmawiać. To jest na prawdę pilne. - Tłumaczę pośpiesznie.
- Nie ma sprawy. Wchodź śmiało. - Michelle odpowiada z pełnym entuzjazmem.
Wchodzę do jej pokoju i stwierdzam fakt, że jest identyczny jak mój. Różni się tylko kolorami ścian.
- No to zacznę od początku. - Mówię siadając na oliwkowej kanapie. - Kiedy wyszedłem z jadalni, poszedłem do swojego pokoju. Przynajmniej tak planowałem.
- Co dalej ? - Michelle wygląda na zdezorientowaną,
- Wszedłem do pokoju obok i coś zobaczyłem. Tylko na śmierć nie mogę sobie przypomnieć co. Był tam chyba plan areny, ale nie wiem jak wyglądał. Jednak nie o to mi chodzi. Myślę, że było tam coś na prawdę ważnego. - Spoglądam na kobietę. Wyraz jej twarzy mówi sam za siebie. Jest zamyślona ale chyba nie do końca mi wierzy.
- To może być prawda ale uważam, że tak ważne informacje nie byłyby łatwo dostępne. Strzegli by ich jak oka w głowie. - Po chwili odpowiada.
- A może chcieli żeby ktoś je zobaczył ? Może chcieli kogoś naprowadzić ? - Już nawet nie myślę nad tym co mówię.
- Nie mam pojęcia. - Michelle ma zamyślony wyraz twarzy. - Przekonamy się kiedy sami wyjdziemy na arenę.
Spoglądam na nią i wstaję poprawiając koszulkę.
- Dzięki za rozmowę. - Mówię, po czym wychodzę i kieruję się w stronę swojego pokoju. Dochodzę i otwieram drzwi. Wchodząc do środka nawet nie myślę o tym żeby je zamknąć. Po prostu padam na łóżko i zasypiam. Próbuję nie myśleć o tym co może mnie spotkać za parę dni.
Podchodzę bliżej do panelu i przyglądam się mu wyraźniej. Nie oglądam bliżej areny, ponieważ moją uwagę przykuwa coś zupełnie innego. W prawym górnym rogu jest dziwna informacja. Rozumiem z tego tylko tyle, że to zasada jak wygrać igrzyska. Czyżby posunęli się do tego, że arena będzie wielką zagadką ? Pośpiesznie powiększam obraz w tym obszarze i czytam dalej. To wydaje mi się tak dziwne, że ledwo to rozumiem. Czytam dalej i teraz już wszystko jasne. Chcę już odchodzić lecz właśnie w tej chwili czyjaś ręka łapie mnie w pasie a druga zakrywa usta. Jakiś mężczyzna niesie mnie ale nie mam pojęcia gdzie. Przebieg kolejnych wydarzeń jest tak szybki, ze pamiętam tylko chustkę na oczach, ukłucie igły i głośne słowa mężczyzny "To nie dzieję się na prawdę !" , po czym tracę jakikolwiek kontakt z rzeczywistością.
Powoli otwieram oczy. Głowa mnie tak strasznie boli, że nie mogę wstać. Dopiero teraz uświadamiam sobie gdzie jestem. Leżę w swojej sypialni. Czyli to wszystko był tylko sen ? To wyglądało tak realistycznie. Aby się upewnić wyciągam rękę przed twarz. Ślad po ukłuciu na niej jest czyli jednak to było prawdą. Poza tym nie mam zielonego pojęcia jak się tu znalazłem. Ale mniejsza oto. Właśnie uświadamiam sobie, że nic nie pamiętam. Choćbym nie wiem jak bardzo próbował sobie przypomnieć, nie mogę. Pamiętam tylko tyle, że wszedłem do pomieszczenia i widziałem jakiś obraz, który przedstawiał arenę i rozwiązanie jakiejś zagadki. Nie wiem nawet jak ona wyglądała. Myślę, że to co mi wstrzyknęli musiało wykasować mi pamięć. A może to także namieszało mi w głowie i teraz wymyślam jakieś bzdury ?
Nie wiem co mam z tym zrobić, więc z bólem wstaję, prostuję się i wychodzę z pokoju. Na tyle ile pozwalają mi siły podążam do sypialni Michelle. Po drodze mijam drzwi z kosogłosem i tym razem są zamknięte.
Kiedy dochodzę do drzwi kobiety pukam najciszej jak mogę. Po chwili otwiera i uśmiecha się wyraźnie zaskoczona moją obecnością.
- Musimy porozmawiać. To jest na prawdę pilne. - Tłumaczę pośpiesznie.
- Nie ma sprawy. Wchodź śmiało. - Michelle odpowiada z pełnym entuzjazmem.
Wchodzę do jej pokoju i stwierdzam fakt, że jest identyczny jak mój. Różni się tylko kolorami ścian.
- No to zacznę od początku. - Mówię siadając na oliwkowej kanapie. - Kiedy wyszedłem z jadalni, poszedłem do swojego pokoju. Przynajmniej tak planowałem.
- Co dalej ? - Michelle wygląda na zdezorientowaną,
- Wszedłem do pokoju obok i coś zobaczyłem. Tylko na śmierć nie mogę sobie przypomnieć co. Był tam chyba plan areny, ale nie wiem jak wyglądał. Jednak nie o to mi chodzi. Myślę, że było tam coś na prawdę ważnego. - Spoglądam na kobietę. Wyraz jej twarzy mówi sam za siebie. Jest zamyślona ale chyba nie do końca mi wierzy.
- To może być prawda ale uważam, że tak ważne informacje nie byłyby łatwo dostępne. Strzegli by ich jak oka w głowie. - Po chwili odpowiada.
- A może chcieli żeby ktoś je zobaczył ? Może chcieli kogoś naprowadzić ? - Już nawet nie myślę nad tym co mówię.
- Nie mam pojęcia. - Michelle ma zamyślony wyraz twarzy. - Przekonamy się kiedy sami wyjdziemy na arenę.
Spoglądam na nią i wstaję poprawiając koszulkę.
- Dzięki za rozmowę. - Mówię, po czym wychodzę i kieruję się w stronę swojego pokoju. Dochodzę i otwieram drzwi. Wchodząc do środka nawet nie myślę o tym żeby je zamknąć. Po prostu padam na łóżko i zasypiam. Próbuję nie myśleć o tym co może mnie spotkać za parę dni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)